- Need Help? Request A Callback
- Working Hours: 8:00 AM – 7:45 PM
Automatyzacja powtarzalnych procesów biurowych to najczęstszy pierwszy krok firm, które zastanawiają się nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji i narzędzi automatyzujących. Zanim jednak zaczniemy cokolwiek wdrażać, sprawdzamy, co dokładnie dzieje się w biurze każdego dnia: kto przepisuje dane z jednego okna do drugiego, ile razy ta sama informacja jest wprowadzana ręcznie, gdzie powstają błędy i które zadania blokują pracę innych osób. Automatyzacja opłaca się wtedy, gdy proces jest powtarzalny, opisany regułami i wykonywany wystarczająco często. W pozostałych przypadkach zwykle odradzamy wdrożenie i proponujemy prostsze porządki organizacyjne, które kosztują mniej i działają od razu.
W praktyce największe oszczędności czasu przynoszą zadania, które nikogo nie interesują, a zajmują kilkanaście minut dziennie każdemu pracownikowi. Są to czynności mechaniczne, powtarzane w tej samej formie i o tej samej porze. Poniżej typowe obszary, od których zaczynamy rozmowę z klientem.
Nie każde zadanie nadaje się do automatyzacji, nawet jeśli technicznie jest to możliwe. Odradzamy automatyzowanie czynności, które wymagają oceny sytuacji, negocjacji, znajomości kontekstu klienta albo odpowiedzialności prawnej. Odradzamy też automatyzowanie procesów, które wciąż się zmieniają. Jeśli zasady rozliczania zmieniają się co kwartał, każda zmiana oznacza przebudowę automatu i koszt utrzymania szybko przewyższy zysk. W takiej sytuacji lepiej najpierw ustabilizować sam proces, a dopiero potem wracać do tematu narzędzi.
Drugą grupą są zadania rzadkie. Czynność wykonywana raz na kwartał przez pół godziny nie uzasadnia budowy i późniejszego pilnowania automatu. Zdarza się, że klient przychodzi z listą dziesięciu pomysłów, a my rekomendujemy wdrożenie dwóch. To normalna sytuacja i uczciwiej powiedzieć to na początku niż po kilku tygodniach pracy.
Wdrożenie zaczynamy od obserwacji, a nie od wyboru narzędzia. Siadamy z osobą, która wykonuje dane zadanie, i prosimy, żeby zrobiła je normalnie, krok po kroku. Notujemy każde kliknięcie, każde przełączenie okna i każdą decyzję. Bardzo często okazuje się, że oficjalny opis procesu różni się od tego, co dzieje się naprawdę, bo pracownicy dawno wypracowali własne obejścia.
Z takiej obserwacji powstaje prosta mapa: wejście, kroki, decyzje, wyjście, wyjątki. Szczególnie interesują nas wyjątki, bo to one decydują o powodzeniu wdrożenia. Automat, który obsługuje osiemdziesiąt procent przypadków i cicho psuje pozostałe dwadzieścia, jest gorszy niż brak automatu. Dlatego od razu ustalamy, co ma się dziać, gdy dane są niekompletne, gdy dokument ma nietypowy format albo gdy system docelowy jest niedostępny.
Procesy porządkujemy według dwóch kryteriów: ile czasu zajmują w skali miesiąca i jak trudno je zautomatyzować. Zaczynamy od tych, które są częste i proste. Pierwsze wdrożenie ma pokazać efekt w ciągu kilku tygodni, a nie kilku miesięcy. Buduje to zaufanie zespołu i pozwala nam zebrać realne dane o tym, jak firma pracuje, zanim zabierzemy się za trudniejsze przypadki.
Najczęstszą przyczyną nieudanych wdrożeń nie jest technologia, tylko stan danych. Automat potrzebuje przewidywalnego wejścia. Jeśli nazwy kontrahentów są zapisywane na pięć różnych sposobów, daty raz jako tekst, raz jako liczba, a kolumny w arkuszu zmieniają kolejność co miesiąc, żadne narzędzie nie zadziała stabilnie.
Dlatego etap porządkowania danych traktujemy jako część wdrożenia, a nie jako dodatek. W praktyce oznacza to kilka konkretnych rzeczy: ujednolicenie słowników, wprowadzenie identyfikatorów zamiast nazw opisowych, walidację przy wprowadzaniu danych, uzgodnienie jednego formatu daty i kwoty, ustalenie, który system jest źródłem prawdy dla danej informacji. To ostatnie pytanie bywa najtrudniejsze, bo w wielu firmach ta sama informacja żyje równolegle w trzech miejscach i nikt nie potrafi powiedzieć, które z nich jest aktualne.
Rozwiązania oparte na modelach językowych bywają odporniejsze na bałagan w danych niż klasyczne reguły, bo potrafią zrozumieć tekst zapisany na kilka sposobów. To zaleta, ale i pułapka. Model nie zgłosi błędu tak wyraźnie jak reguła, tylko po cichu wygeneruje wynik prawdopodobny, choć niekoniecznie prawdziwy. Dlatego wszędzie tam, gdzie wynik trafia do rozliczeń, dokumentów albo systemów zewnętrznych, dokładamy kontrolę deterministyczną: sprawdzenie sumy, porównanie z rejestrem, weryfikację formatu. Model podpowiada, reguła potwierdza.
Automatyzacja z natury oznacza, że dane zaczynają przepływać między systemami bez udziału człowieka. Zanim uruchomimy taki przepływ, ustalamy trzy rzeczy: jakie dane są przetwarzane, gdzie fizycznie trafiają i kto ma do nich dostęp.
Dla części firm rozstrzygające okazuje się, czy dane opuszczają infrastrukturę własną. Jeśli tak być nie może, ograniczamy się do rozwiązań uruchamianych lokalnie, akceptując, że będą mniej wygodne i wolniejsze. Warto tę decyzję podjąć świadomie na początku, a nie po podpisaniu umów z dostawcami.
Rozmowa o kosztach powinna obejmować cztery składniki, a nie jeden. Pierwszy to analiza i projekt. Drugi to samo zbudowanie automatu. Trzeci to abonamenty za narzędzia i infrastrukturę, ponoszone co miesiąc. Czwarty, najczęściej pomijany, to utrzymanie: reagowanie na zmiany w systemach źródłowych, poprawki, rozbudowa.
Po stronie korzyści liczymy przede wszystkim odzyskany czas pracowników i zmniejszenie liczby błędów. Warto policzyć to prosto: ile razy w miesiącu wykonywana jest dana czynność, ile trwa i ile kosztuje godzina pracy osoby, która ją wykonuje. Jeśli po zsumowaniu wychodzi kilka godzin miesięcznie, a wdrożenie wymaga wielotygodniowej pracy, sami odradzamy projekt. Automatyzacja nie musi obejmować całej firmy, żeby się opłacała, ale musi dotyczyć czegoś, co dzieje się naprawdę często.
Część korzyści nie da się przeliczyć wprost. Krótszy czas odpowiedzi dla klienta, mniejsze ryzyko przeoczenia terminu, spokojniejszy koniec miesiąca w księgowości, mniejsza zależność od jednej osoby, która jako jedyna wie, jak coś zrobić. Te efekty wymieniamy uczciwie jako dodatkowe, ale nie budujemy na nich uzasadnienia wdrożenia. Jeśli sam rachunek czasu się nie spina, argumenty jakościowe zwykle też nie wystarczą.
Automat nie jest urządzeniem, które raz uruchomione działa bez opieki. Systemy, z którymi się łączy, zmieniają wersje, zmieniają formaty eksportu, zmieniają nazwy pól. Dlatego od początku planujemy sposób utrzymania i mówimy o tym przed podpisaniem umowy.
W praktyce oznacza to monitorowanie: automat musi zgłaszać, że coś poszło nie tak, i to zgłaszać do konkretnej osoby, a nie do wspólnej skrzynki, którą nikt nie czyta. Oznacza też dokumentację na tyle prostą, żeby ktoś inny mógł przejąć opiekę nad rozwiązaniem. Oznacza wreszcie plan awaryjny: co robimy, gdy automat stoi. W wielu procesach wystarczy powrót do ręcznej obsługi na kilka dni, ale to musi być wcześniej przećwiczone, bo po roku działania nikt już nie pamięta, jak wyglądała stara procedura.
Wdrożenie udaje się wtedy, gdy po stronie firmy jest osoba, która rozumie proces i ma czas, żeby odpowiadać na pytania. Nie musi być technikiem. Musi znać wyjątki, zasady i przypadki, które sprawiają kłopot. Bez takiej osoby budujemy rozwiązanie na podstawie domysłów i zwykle kończy się to poprawkami po uruchomieniu.
Zaczynamy od krótkiego przeglądu: rozmowa, obserwacja pracy, przegląd używanych systemów i sposobu przepływu dokumentów. Efektem jest lista procesów uszeregowana według opłacalności, wraz z uczciwym wskazaniem tych, których nie warto ruszać. Następnie wybieramy jeden proces i budujemy dla niego rozwiązanie w wersji minimalnej, obsługującej najczęstsze przypadki. Uruchamiamy je równolegle z pracą ręczną, porównując wyniki. Dopiero gdy przez kilka tygodni wyniki się zgadzają, przechodzimy na tryb automatyczny, zostawiając człowiekowi kontrolę nad przypadkami nietypowymi. Na końcu przekazujemy dokumentację i ustalamy zasady dalszej opieki.
W małych i średnich firmach zwykle nie. Automatyzacja obejmuje zadania, na które i tak brakowało czasu, albo takie, które wykonywane były wieczorami i w nadgodzinach. Częstszym efektem jest przesunięcie ludzi do pracy wymagającej kontaktu z klientem i decyzji. Jeśli jednak celem wdrożenia jest redukcja etatów, warto powiedzieć to wprost na początku, bo wpływa to na zakres i sposób prowadzenia projektu.
Najczęściej nie. Zaczynamy od tego, co firma już ma, i sprawdzamy, jakie możliwości wymiany danych oferują te systemy: eksport plików, interfejsy programistyczne, dostęp do bazy. Wymianę programu proponujemy tylko wtedy, gdy obecny nie pozwala wydostać danych w żaden rozsądny sposób, a proces jest naprawdę kosztowny.
Prosty proces oparty na plikach i jednym systemie da się uruchomić w kilka tygodni, licząc razem analizę, budowę i okres równoległej pracy. Procesy obejmujące kilka systemów i wiele wyjątków trwają dłużej, głównie z powodu uzgodnień i porządkowania danych, a nie samego programowania.
Trzeba wprowadzić poprawkę. Dlatego zawsze ustalamy, kto tę poprawkę wykona i w jakim czasie. Rozwiązania budujemy w sposób, który ogranicza skutki takich zmian: oddzielamy część pobierającą dane od części przetwarzającej, żeby zmiana formatu wymagała poprawki tylko w jednym miejscu.
To zależy od skali powtarzalnej pracy, a nie od wielkości firmy. Kilkuosobowe biuro, w którym codziennie przepisuje się dane z dokumentów, ma często lepsze uzasadnienie niż większa organizacja z dobrze poukładanym systemem. Zaczynamy od policzenia czasu, a nie od wyboru narzędzia, i jeśli rachunek nie wychodzi, mówimy o tym.
Najpierw trzeba ten sposób opisać i uzgodnić jako obowiązujący. Automatyzacja wymusza jednoznaczność. Bardzo często sam etap spisania reguł przynosi porządek i część korzyści pojawia się jeszcze przed uruchomieniem jakiegokolwiek narzędzia.
Kontakt: 22 390 56 49 — telefon czynny całą dobę, siedem dni w tygodniu. Obsługujemy Grodzisk Mazowiecki i okolice.